W pierwszym moim wpisie chciałbym poruszyć temat, z którym często zmagają się osoby chcące rozpocząć swoją przygodę z fotografią studyjną.Prowadząc zajęcia, często dostaję pytania, jaki sprzęt na początek do domowego studia fotograficznego, jak je od podstaw zbudować?

W tym artykule postaram się odpowiedzieć Wam na to pytanie, lecz będą to tylko moje indywidualne sugestie, a ostateczna decyzja, jak finalnie będzie wyglądało Twoje studio i w co będzie wyposażone, będzie już należeć tylko do Ciebie.

         Na początek musisz odpowiedzieć sobie na pytanie, jakiego typu zdjęcia chcesz robić. Jest to ważne, ponieważ od tego zależy, w co będzie wyposażone Twoje studio.Przyjmijmy, że jak większość początkujących fotografów, chcesz zacząć od prostych portretów. To, o co musisz zadbać na początku, w miarę możliwości, to kolor ścian w pomieszczeniu przeznaczonym na studio.Tak - ich kolor ma ogromne znaczenie, ponieważ światło błyskowe, bo na nim będziemy się skupiać, odbija się od wszystkiego, co napotka na swojej drodze. Zbiera ono przy tym kolory od odbitej powierzchni. Przykładowo, gdybyśmy mieli ściany koloru żółtego, to na modelu powstałby żółtawy zafarb. Dlatego ściany w studiach pomalowane są najczęściej na kolor biały, szary lub czarny. Są to neutralne kolory, które nie mają wpływu

na zmianę barwy światła odbitego od danej powierzchni. Natomiast musisz też wziąć pod uwagę, że białe ściany będę odbijać światło, czyli działać

jak blenda, a czarne wprost przeciwnie, bo będą je pochłaniać.

 

Drugą rzeczą, niezbędną w każdym studio jest tło.

I tu powstaje pierwszy dylemat. Na rynku są dwa popularne tła. Tło polipropylenowe, nazywane też czasem materiałowym. Jego największą zaletą

jest cena i to chyba jedyna jego zaleta. Dużo osób zaczyna swoją przygodę z fotografią studyjną właśnie kupując takie tła. Na początek w zupełności jest to wystarczający wybór dla mniej wymagających fotografów, którzy chcą spróbować swoich sił w fotografii studyjnej, nie inwestując przy tym zbyt wiele. Zapewniam Cię jednak, że z szybko odczujesz dyskomfort pracy na takim tle z powodu jego faktury, która nieciekawie wygląda na zdjęciach,

a do tego potrafi zbierać otaczające je kolory.Dużo lepszym rozwiązaniem i pewnie najtańszym, na początek, będzie wykorzystanie zwykłej ściany w Twoim nowym studio, oczywiście pod warunkiem, że jest gładka bez żadnych rys i dziur. Taka ściana często jest właśnie wykorzystywana nawet w profesjonalnych studiach. Minusem takiego rozwiązania jest to, że będziemy mieli tylko jeden kolor. Oczywiście mając białą ścianę można sprawić, odpowiednio ustawiając oświetlenie,

by na zdjęciu wyszła biała, szara lub nawet czarna, ale to już temat na całkowicie inny artykuł.Kolejną propozycją tła używanego przez fotografów, którym zależy na jak najlepszej jakości i komforcie pracy, to tło kartonowe.Niestety to, co było zaletą przy pierwszym, tu jest wadą. Dodatkowo tło kartonowe szybciej się zużywa. O ile w pierwszym przypadku, jeśli tło nam się zabrudzi, możemy po prostu przetrzeć je mokrą szmatką, to przy tle kartonowym trzeba odciąć zużyty kawałek i wyrzucić go. Dlatego część fotografów mimo wielu niedogodności ze względów ekonomicznych wybiera tańsze i trwalsze tło polipropylenowe.Jeśli nie masz pewności, jakie tło na początek wybrać, proponuję kupić to tańsze, polipropylenowe w trochę węższej i krótszej wersji.

Możesz też odwiedzić najbliższą drukarnię i tam poprosić o papier do wydruków wielkoformatowych. Jeśli dobrze pamiętam, to o szerokości 160 cm,

a długość dobierzesz sobie dowolną (na początek na zwykłe ciasne portrety wystarczy Ci około 2 - 3 m). Będziecie w ten sposób mogli wypróbować jedno i drugie przy niewielkim nakładzie finansowym i sprawdzić różnicę i komfort pracy.Ja sam od kilku lat wykorzystuje takie tło kartonowe z drukarni, najczęściej w fotografii produktowej oraz czasami właśnie do takich ciasnych portretów.Jest jeszcze jeden rodzaj tła, a mianowicie tła tematyczne, winylowe wykorzystywane choćby do fotografii dzieci. To jednak już inny rodzaj fotografii

i myślę, że dla osób, które miały już okazję popracować trochę w studio na tradycyjnych tłach.OK, masz już odpowiednio pomalowane ściany i przypuśćmy, że masz tła, to teraz wypadałoby je gdzieś zawiesić. Najprostszy sposób na zawieszenie tła to dwa statywy z poprzeczną belką.

Taki zestaw bez problemu kupisz na różnych aukcjach internetowych. Zwróć jednak uwagę, aby statywy w takim zestawie nie były zbyt cienkie, delikatne i krótkie. Niestety jest wiele takich niskiej jakości produktów na rynku. Potrafią się one przewrócić pod niewielkim ciężarem tła.

Najlepsze statywy, jakie mogę Ci polecić to takie, które sygnuje firma Quantuum (obecnie Quadralite) AIR 260 za około 140 zł za sztukę, czasem w zestawie dwa wychodzą trochę taniej. Możesz je też z powodzeniem wykorzystać nie tylko do podtrzymywania tła, ale i do lamp studyjnych. Oczywiście możesz kupić zestaw do zawieszenia teł na ścianie. Jest to wygodne rozwiązanie, lecz droższe i wymaga trochę więcej pracy, by to wszystko zamontować. Wielką zaletą takiego przenośnego zestawu do zawieszania tła jest jego mobilność. Przy zakupie zwróć szczególną uwagę na belkę poprzeczną, by miała możliwość regulacji szerokości, najszersze tła mają bowiem szerokość 2.72 m więc 3m belka będzie dobrym wyborem.Kolejnym krokiem w budowie własnego studia jest zakup lamp, bo przecież czymś musimy świecić.

 

 

Tutaj zaczynają się kolejne schody. Jakie lampy wybrać? Na rynku jest ich sporo. Mówiąc o lampach, mam na myśli te błyskowe. Oczywiście można mieć studio z lampami światła ciągłego, ale w tym przypadku jesteśmy mocno ograniczeni ich mocą. Wyjątek stanowi fotografia produktowa,

np. przy wykorzystaniu namiotów bezcieniowych, lub fotografia noworodkowa. W kwestii oświetlenia noworodków podczas sesji zdjęciowej zdania

są podzielone. Część z fotografów zawodowo zajmujących się tą dziedziną uważa, że nie powinno się używać światła błyskowego fotografując malutkie, dopiero co narodzone dzieciątka. Konflikt ten: błyskać czy nie, istnieje od dawna - ilu fotografów, tyle opinii. Podobnie, jak odwieczny spór - co lepsze Canon czy Nikon?Wróćmy jednak do lamp błyskowych. Jeśli mówimy o tych do zastosowań studyjnych, to znowu mamy do wyboru dwa typy. Można się zaopatrzyć w systemowe lampy "reporterskie", to dobre rozwiązanie ze względu na ich szerokie zastosowanie, a przede wszystkim mobilność.

Niestety taka lampa systemowa ma niezbyt dużą moc świecenia i czasem w studio może brakować nam mocy. Może, ale nie musi, wszystko zależy,

co tak naprawdę będziemy fotografować, jakie duże mamy studio i jak mocno poniesie nas fantazja. Ograniczeniem zastosowania tego typu lamp może być wielkość modyfikatorów światła, jakie możemy użyć. Bez sensu byłoby zakładanie wielkiego softboxa do małej lampki, gdyż nie wykorzysta się jego całej powierzchni, a do tego spadnie nam moc światła. Od jakiegoś czasu jednak takie lampy stają się coraz bardziej popularne ze względu na coraz to większą gamę modyfikatorów dedykowanych wyłącznie pod takie lampy. Najpopularniejsze z nich i chyba jedyne, jakie mogę z czystym sumieniem polecić, to modyfikatory Polskiej firmy Round Flash.

 

Inna sprawa to ich cena. Jeśli chcielibyśmy kupić oryginalne lampy systemowe pod dany system, np. Canona lub Nikona, to koszt takiej jednej lampy przewyższa często zakup całkiem dobrej klasy lampy studyjnej, gdzie mamy o wiele większą moc. Istnieje jednak alternatywa dla drogich systemowych lamp,

są to lampy innych producentów, które potrafią kosztować ponad połowę mniej, a czasem nawet i 1/3 tego, co te oryginalne. I tak jak kiedyś były one mocno ograniczone, co do swojej funkcjonalności, to obecnie można by powiedzieć, że dorównują już tym drogim, oryginalnym lampom.

Które lampy, kto wybierze, to indywidualna sprawa, ja natomiast nie wyobrażam sobie studia bez prawdziwych studyjnych lamp błyskowych. Charakteryzują się one dużą mocą oraz większymi możliwościami świecenia w porównaniu do popularnych systemówek. Występują również modele studyjne cechujące się mobilnością. To, że lampa jest przeznaczona do studia, nie znaczy wcale, że nie może być też lampą plenerową.

Jest pewna niedogodność w postaci rozmiarów i wagi, w porównaniu do tych systemowych, ale to nie dyskwalifikuje ich, by zabrać je w plener i postrzelać z trochę większą mocą. Oczywiście, by zabrać lampę studyjną w plener, musimy zaopatrzyć się w taki model, który jest przystosowany również do zasilania bateryjnego, np. taki z serii DP od Quadralite.

 

 

 

 

 

Najtańsza lampa studyjna (bez funkcji zasilania z baterii), jaką udało

mi się znaleźć, kosztuje 225 zł, ale nie poleciłbym ich nikomu z czystym sumieniem. Warto więc dołożyć do tego 100 - 200 zł i kupić coś z bardziej znanych marek.Wracając jednak do tematu, niezależnie od tego, które lampy wybierzecie, trzeba zaopatrzyć się w tzw. modyfikatory światła. Są to różnego rodzaju końcówki oświetleniowe. Do lamp reporterskich tak, jak wspomniałem wyżej, polecam zapoznać się z ofertą firmy Rund Flash, natomiast w przypadku typowych lamp studyjnych, najbardzieoj znane mdyfikatory to: softboxy prostokątne, kwadratowe, octa, beauty dish, strumienica (snoot), czy popularne parasole fotograficzne rozpraszające i odbijające.

To, jakie modyfikator wybierzecie, również zależeć będzie od tego, jaki chcecie uzyskać efekt na zdjęciu oraz jak bardzo chcecie kontrolować światło.

W przypadku parasoli ta kontrola nad kierunkiem światła jest mocno ograniczona, ponieważ światło odbite, jak i przepuszczone przez parasol, leci wszędzie i czasem ciężko jest uzyskać zamierzony efekt. Osobom, chcącym mieć większą kontrolę nad kierunkiem światła, polecam zaopatrzyć się w softboxy, na początek prostokątny np. 120cm × 80cm najbardziej popularny lub jakąś octę, czy beauty disha, które to świetnie nadają się do portretów.

W przypadku gdy nasz budżet jest mocno ograniczony, bo i tak już przecież sporo wydaliśmy na nasze studio, polecam zacząć od poczciwych parasolek, które też dadzą nam wiele frajdy podczas zabawy w studio.

Do tego całego zestawu oświetleniowego musimy dodać jeszcze jeden element układanki, a mianowicie w jakiś sposób musimy wyzwalać nasze lampy. Najprostszą metodą będzie przewód synchronizacyjny, który przy zakupie lampy studyjnej powinniśmy dostać w zestawie. Jeśli nie, to można go kupić za około 20 zł oraz kostkę synchronizacyjną, jeśli w aparacie nie mamy odpowiedniego wejścia. Taka kostka, to kolejne niecałe 20 zł.

Drugim sposobem na wyzwalanie lamp bez plątającego się pod nogami kabla, to wyzwalacz na podczerwień, ale tego tematu nie poruszam,

bo jest to najgorszy z możliwych sposobów na wyzwalanie błysku. Przejdźmy więc do kolejnego, najbardziej popularnego i najwygodniejszego sposobu – radiowe wyzwalanie.

 

Wyzwalaczy radiowych jest mnóstwo na rynku i oczywiście nie polecam tych najtańszych, bo wyzwalają lampy, jak im się podoba. Warto więc dołożyć kilkadziesiąt złotych i kupić coś porządniejszego. Przy zakupie takiego wyzwalacza proponuję jednak zapoznać się z jego opisem

i specyfikacją tak, by mieć pewność, że będzie pasował do naszego zestawu lamp i systemu

(Nikon, Canon, Sony, Pentax itp.). Mimo tego, że większość wyzwalaczy będzie działać z lampami, bez względu, jakie by one nie były, to nowsze lampy mają często dedykowane wyzwalacze. Mają one opcję sterowania lampą z poziomu ich nadajnika, czyli nie podchodząc do lampy mamy możliwość ustawienia między innymi moc błysku.Jeśli już zaopatrzyliśmy się w ten cały potrzebny sprzęt do studia, to warto też pomyśleć o często niedocenianej blendzie.

Zwykła srebrno – złota blenda już potrafi zdziałać cuda w studio.

Nawet przy jednej lampie studyjnej czy reporterskiej z odpowiednim modyfikatorem, dokładając blendę, za kilkadziesiąt złotych możemy robić

piękne portrety i bawić się światłem od niej odbitym.W żadnym studio nie może zabraknąć tzw. murzynów, czyli styropianowych płyt, które z jednej strony pomalowane są na czarno, a z drugiej zostają białe. Zakup takiego styropianu, to wydatek znikomy, ale jest bardzo przydatny w pracy studyjnej.

Największe studia fotograficzne na całym świecie mają na wyposażeniu takie panele styropianowe. Dają one dodatkowe możliwości delikatnego odbicia światła lub jego pochłonięcia w zależności od używanej strony.

 

 

Myślę, że to by było na tyle, jeśli chodzi o temat budowy własnego domowego studia.Tak jak wspomniałem na początku mojego artykułu, chciałbym, by ten wpis tylko podpowiedział Ci, jak i w co możesz wyposażyć swoje domowe studio. Pamiętaj, że ostateczną decyzję podejmiesz Ty. Więc eksperymentuj, baw się i staraj dopasować rozwiązania do swoich potrzeb i możliwości.

 

Mam nadzieję, że udało mi się przybliżyć Ci zagadnienie budowy własnego, domowego studia.

 

Dariusz Połczyński

Jak powinno wyglądać domowe studio

01 lutego 2018

© Photo Darco Dariusz Połczyński

F. U. Dariusz Połczyński

Nip: 665-191-98-88

Polna 8r/10

87-100 Toruń

REGULAMIN

POLITYKA PRYWATNOŚCI